Feniks naszym symbolem,
naszą siłą,
Feniks naszym honorem
I naszą mogiłą.
Feniks panem,
Feniks królem,
Feniks władcą,
Feniks śmiercią,
Początkiem wiecznym,
Koła odrodzeniem,
Po każdej klęsce
Z popiołów powstaniemy
Wtedy wrogów zmieciemy.
Jak Feniks my będziemy ze złem
Walczyć i czystości pilnować
Po kres świata.
W świecie do którego trafiliśmy śmierć nie istnieje. Zawsze wracamy do punktu, w którym się pierwotnie obudziliśmy. Te małe demony mówią na ten świat Vis Arcana w starożytnej mowie znaczy tyle co Tajemna Siła. Wasyle- gospodarze tego miejsca -są nam posłuszni.
Każdy z nas ma już swoją wioskę. Nadal się rozbudowujemy. Nikt nie pamięta z tego kim był przedtem. Jesteśmy jak nowo narodzeni. Odkryłem, że każdy z nas przejawia inne zdolności i Wasyle inaczej z każdym z nas trenują. Sam uczę się magii. Czuję, że stanie się coś złego…
-Niech ich Snotra spali na popiół i ich kości demonom da na pożarcie- wrzeszczałem po ataku. Wasyle patrzyły na mnie zamglonym wzrokiem i słuchały każdego polecenia. Wiem, że w czasie napadu zginąłem. Obudziłem się chwilę temu i zastałem pogorzelisko.
Okradli mnie z moich surowców. Na szczęście wiele tego nie było. Potrzebni mi sojusznicy- powiedziałem do siebie. Wiem, że jest tu więcej istot tylko kto mi pomoże.
To prawda, że ja zainicjowałem poszukiwania, ale nie wiedziałem, iż tylu pójdzie w moje ślady. Każdy, którego widziałem po przebudzeniu ruszył za mną. Byliśmy za słabi na stworzenie sojuszu.
Tydzień wędrówki i zostałem sam. Reszta odeszła swoją drogą. Wybierali słabych i sojuszników. Jedni głupcy nazwali się NIE DLA CIEBIE w jakimś dziwnym języku. Wiedziałem, że z nimi przyszłość będzie czarna w bólu i porażce. Samotna wędrówka podniosła moje zdolności. Czułem, że znajdę już wkrótce swoje przeznaczenie.
-Feniks- szepnąłem zdumiony- Na Twoim ramieniu siedzi ognisty ptak. Jakim cudem? Bogowie to nie możliwe. Słyszałem, że ten ptak pojawia się w chwili cierpienia i ogromnej potrzeby. Więc jak?
-Przyjacielu, nie ja wybrałem jego lecz on mnie- odpowiedział nieznajomy- Razem z innymi stworzyliśmy zakon. Jesteśmy związani z tym światem. Nie umieramy tak jak kiedyś, ale możemy przestać istnieć, gdy przestaniemy się rozwijać. Możesz wstąpić w nasze progi przyjacielu, ale wiedz, że to droga pełna trudu i walki. Podejmiesz się tego?
Wiedziałem, że to moja jedyna okazja. Musiałem podjąć decyzję natychmiast.
-Tak- odrzekłem- będę z wami.
To byłe jedyne słowa które przyszły mi na myśl. Później okaże się czy dobrze postąpiłem. Niech Snotra ma mnie w swojej opiece.
-Przez Światłość oślepiony głupcze, co Ty sobie myślisz. Nigdy nie wygrasz tej walki. Przywódca jest nieugięty. Nawet Cię nie wysłucha, głupi łuczniku. Nie zgodzi się ani na zniszczenie tej wioski pełnej zepsucia, ani na zaatakowanie sojuszu, z którym chce podpisać pakt co jest równie idiotyczne jak próby rozmowy z nim.-przekonywałem człowieka, który zaprosił mnie do zakonu wiele walk wcześniej- Prawda, że to przez tą elfkę chce zawierać przymierzę, ale jego nie przekonasz.
-I co z tego?- mruknął łucznik- Myślisz, że Feniks (przywódca tak się nam przedstawił, prawda, że skromny) aż tak zmiękł. Dla ładnych oczu? Ha mylisz się. Jestem przekonany, iż chce nawrócić tych bandytów na prawą drogę.
-Idioto- odrzekłem- Feniks sam już jest zły. Jego przeklęta pewność siebie i arogancja zmąciły mu umysł. Teraz z goblinami nawet układy zawiera. Goblinami!!! Rozumiesz to?
Nie ważne co mu powiesz i tak Cię nie wysłucha, prawdopodobnie doprowadzi Zakon do zniszczenia. Trzeba coś z tym zrobić.
Wiem, że jestem mało towarzyski, ale Feniks zabronił polować na pustkowiu. Myślałem, że urwę mu jego twardą głowę w tym pałacu, który kazał sobie wybudować. Tydzień się szykowaliśmy z członkami Zakonu, a on przyszedł do nas, że akcja odwołana, bo potrzebuje eskorty na zawarcie paktu. Kogo wybrał? Mnie oczywiście. Co ja mu winny? Dobra pójdę na te głupie zaręczyny. Bezsensowny pakt, który nie przynoście korzyści, zawarty dla pary ładnych, zgrabnych elfickich nóżek.
Kiedyś Feniks był postrachem wszystkich pól walki, teraz stał się miękki. Przywództwo mu zaszkodziło. Pycha i ten demoniczny alkohol go zniszczyły. Zobaczymy co wymyśli na tym spotkaniu. Snotro błagam, nie pozwól by zrobił coś głupiego.
Wiedziałem, że tak to się skończy. Miałem pewność. Idąc korytarzem do swojej celi myślałem, że gobeliny samą emanacją gniewu spalę. Feniks ten głupiec dał słowo małej przebiegłej elfce. Nie wiedziałem, że ona aż taki plany ma względem niego. Miłość zaślepia. Czas zacząć działać. Poszedłem do łucznika.
Miał najzdolniejszą celę zakonną jaką w życiu widziałem. Drzwi złocone, pełne wygrawerowanych bitew, na których on jest największym bohaterem. Zawszę widząc te odrzwia chciało mi się śmiać. Prawda był przednim wojownikiem, ale tak sobie pochlebiać to coś niesłychanego. Jak zwykle wchodząc kopnąłem tą piękną ozdobę. Ściana w pokoju już była zniszczona od moich wejść. Ciekawe ile razy już musiał ją naprawiać? Wnętrze nie było mniej zdobne. Łoże z baldachimem pod prawą ścianą, biurko naprzeciw wejścia, hebanowe bodajże, oraz płótna mistrzów ze wszystkich ras. Wszystko w tym pokoju od złota lśniło. Niech go piekło pochłonie, on wydaje chyba więcej na umeblowanie niż własnego lekarza. Łucznik spał.
-Wstawaj niemoto, rusz swoją zacną rzyć i łap za łuk- krzyczałem na niego zrzucając z łóżka.- nie ma czasu do stracenia. Feniks chce zaprzysiąc wszystkich członków Zakonu taj małej poczwarze. Szybciej Ty smoczy ekstremencie.
Jego mina była bezcenna. Taka chwila bezbronności i zmieszana. Piękny widok, ale nie czas na to.
-Ten głupiec idzie już do Wielkiego Halu.- powiedziałem- ruszaj się. Bunt w Zakonie.
-Jesteś pewien?- spytał łucznik- nie wiem czy to dobry pomysł pakować się w to. Może elfka nie będzie taka zła. Pomyśl ile zyskasz jak ją omotasz tak jak Feniksa.
-Przemyślałem to, teraz czas działać. Nie ma czasu do stracenia. Wołaj resztę. Walki w pałacu się szykują.- stwierdziłem smutno- za późno na pobłażanie. Nie będę bratał się ze złodziejami i innymi ogrami.
Wybiegliśmy z jego pokoju z okrzykiem: Za Feniksa! za ogień! idziemy w bój! Do góry Feniksie!
Walki trwały większość wieczora. Odchodziliśmy przygnębieni ale dumni. Od tamtej chwili istniejemy jako BRACTWO ZAKONU FENIKSA. Nasz początek był w Zakonie, lecz zostaliśmy zdradzeni. Nasza walka o dobro została zaprzepaszczona, Zakon stracił swą regułę. Prawi odeszli, zostali tylko zdrajcy. Z Zakonem mamy wspólny początek, ale teraz prowadzimy swoją walkę. Tak doszło do rozłamu w naszych szeregach. Nie przestaniemy walczyć, nie porzucimy nadziei. Vis Arcana- Tajemna Siła- świat naszych marzeń zostanie oczyszczony ze zła. Zawsze powstaniemy jak FENIKS Z POPIOŁÓW.
naszą siłą,
Feniks naszym honorem
I naszą mogiłą.
Feniks panem,
Feniks królem,
Feniks władcą,
Feniks śmiercią,
Początkiem wiecznym,
Koła odrodzeniem,
Po każdej klęsce
Z popiołów powstaniemy
Wtedy wrogów zmieciemy.
Jak Feniks my będziemy ze złem
Walczyć i czystości pilnować
Po kres świata.
W świecie do którego trafiliśmy śmierć nie istnieje. Zawsze wracamy do punktu, w którym się pierwotnie obudziliśmy. Te małe demony mówią na ten świat Vis Arcana w starożytnej mowie znaczy tyle co Tajemna Siła. Wasyle- gospodarze tego miejsca -są nam posłuszni.
Każdy z nas ma już swoją wioskę. Nadal się rozbudowujemy. Nikt nie pamięta z tego kim był przedtem. Jesteśmy jak nowo narodzeni. Odkryłem, że każdy z nas przejawia inne zdolności i Wasyle inaczej z każdym z nas trenują. Sam uczę się magii. Czuję, że stanie się coś złego…
-Niech ich Snotra spali na popiół i ich kości demonom da na pożarcie- wrzeszczałem po ataku. Wasyle patrzyły na mnie zamglonym wzrokiem i słuchały każdego polecenia. Wiem, że w czasie napadu zginąłem. Obudziłem się chwilę temu i zastałem pogorzelisko.
Okradli mnie z moich surowców. Na szczęście wiele tego nie było. Potrzebni mi sojusznicy- powiedziałem do siebie. Wiem, że jest tu więcej istot tylko kto mi pomoże.
To prawda, że ja zainicjowałem poszukiwania, ale nie wiedziałem, iż tylu pójdzie w moje ślady. Każdy, którego widziałem po przebudzeniu ruszył za mną. Byliśmy za słabi na stworzenie sojuszu.
Tydzień wędrówki i zostałem sam. Reszta odeszła swoją drogą. Wybierali słabych i sojuszników. Jedni głupcy nazwali się NIE DLA CIEBIE w jakimś dziwnym języku. Wiedziałem, że z nimi przyszłość będzie czarna w bólu i porażce. Samotna wędrówka podniosła moje zdolności. Czułem, że znajdę już wkrótce swoje przeznaczenie.
-Feniks- szepnąłem zdumiony- Na Twoim ramieniu siedzi ognisty ptak. Jakim cudem? Bogowie to nie możliwe. Słyszałem, że ten ptak pojawia się w chwili cierpienia i ogromnej potrzeby. Więc jak?
-Przyjacielu, nie ja wybrałem jego lecz on mnie- odpowiedział nieznajomy- Razem z innymi stworzyliśmy zakon. Jesteśmy związani z tym światem. Nie umieramy tak jak kiedyś, ale możemy przestać istnieć, gdy przestaniemy się rozwijać. Możesz wstąpić w nasze progi przyjacielu, ale wiedz, że to droga pełna trudu i walki. Podejmiesz się tego?
Wiedziałem, że to moja jedyna okazja. Musiałem podjąć decyzję natychmiast.
-Tak- odrzekłem- będę z wami.
To byłe jedyne słowa które przyszły mi na myśl. Później okaże się czy dobrze postąpiłem. Niech Snotra ma mnie w swojej opiece.
-Przez Światłość oślepiony głupcze, co Ty sobie myślisz. Nigdy nie wygrasz tej walki. Przywódca jest nieugięty. Nawet Cię nie wysłucha, głupi łuczniku. Nie zgodzi się ani na zniszczenie tej wioski pełnej zepsucia, ani na zaatakowanie sojuszu, z którym chce podpisać pakt co jest równie idiotyczne jak próby rozmowy z nim.-przekonywałem człowieka, który zaprosił mnie do zakonu wiele walk wcześniej- Prawda, że to przez tą elfkę chce zawierać przymierzę, ale jego nie przekonasz.
-I co z tego?- mruknął łucznik- Myślisz, że Feniks (przywódca tak się nam przedstawił, prawda, że skromny) aż tak zmiękł. Dla ładnych oczu? Ha mylisz się. Jestem przekonany, iż chce nawrócić tych bandytów na prawą drogę.
-Idioto- odrzekłem- Feniks sam już jest zły. Jego przeklęta pewność siebie i arogancja zmąciły mu umysł. Teraz z goblinami nawet układy zawiera. Goblinami!!! Rozumiesz to?
Nie ważne co mu powiesz i tak Cię nie wysłucha, prawdopodobnie doprowadzi Zakon do zniszczenia. Trzeba coś z tym zrobić.
Wiem, że jestem mało towarzyski, ale Feniks zabronił polować na pustkowiu. Myślałem, że urwę mu jego twardą głowę w tym pałacu, który kazał sobie wybudować. Tydzień się szykowaliśmy z członkami Zakonu, a on przyszedł do nas, że akcja odwołana, bo potrzebuje eskorty na zawarcie paktu. Kogo wybrał? Mnie oczywiście. Co ja mu winny? Dobra pójdę na te głupie zaręczyny. Bezsensowny pakt, który nie przynoście korzyści, zawarty dla pary ładnych, zgrabnych elfickich nóżek.
Kiedyś Feniks był postrachem wszystkich pól walki, teraz stał się miękki. Przywództwo mu zaszkodziło. Pycha i ten demoniczny alkohol go zniszczyły. Zobaczymy co wymyśli na tym spotkaniu. Snotro błagam, nie pozwól by zrobił coś głupiego.
Wiedziałem, że tak to się skończy. Miałem pewność. Idąc korytarzem do swojej celi myślałem, że gobeliny samą emanacją gniewu spalę. Feniks ten głupiec dał słowo małej przebiegłej elfce. Nie wiedziałem, że ona aż taki plany ma względem niego. Miłość zaślepia. Czas zacząć działać. Poszedłem do łucznika.
Miał najzdolniejszą celę zakonną jaką w życiu widziałem. Drzwi złocone, pełne wygrawerowanych bitew, na których on jest największym bohaterem. Zawszę widząc te odrzwia chciało mi się śmiać. Prawda był przednim wojownikiem, ale tak sobie pochlebiać to coś niesłychanego. Jak zwykle wchodząc kopnąłem tą piękną ozdobę. Ściana w pokoju już była zniszczona od moich wejść. Ciekawe ile razy już musiał ją naprawiać? Wnętrze nie było mniej zdobne. Łoże z baldachimem pod prawą ścianą, biurko naprzeciw wejścia, hebanowe bodajże, oraz płótna mistrzów ze wszystkich ras. Wszystko w tym pokoju od złota lśniło. Niech go piekło pochłonie, on wydaje chyba więcej na umeblowanie niż własnego lekarza. Łucznik spał.
-Wstawaj niemoto, rusz swoją zacną rzyć i łap za łuk- krzyczałem na niego zrzucając z łóżka.- nie ma czasu do stracenia. Feniks chce zaprzysiąc wszystkich członków Zakonu taj małej poczwarze. Szybciej Ty smoczy ekstremencie.
Jego mina była bezcenna. Taka chwila bezbronności i zmieszana. Piękny widok, ale nie czas na to.
-Ten głupiec idzie już do Wielkiego Halu.- powiedziałem- ruszaj się. Bunt w Zakonie.
-Jesteś pewien?- spytał łucznik- nie wiem czy to dobry pomysł pakować się w to. Może elfka nie będzie taka zła. Pomyśl ile zyskasz jak ją omotasz tak jak Feniksa.
-Przemyślałem to, teraz czas działać. Nie ma czasu do stracenia. Wołaj resztę. Walki w pałacu się szykują.- stwierdziłem smutno- za późno na pobłażanie. Nie będę bratał się ze złodziejami i innymi ogrami.
Wybiegliśmy z jego pokoju z okrzykiem: Za Feniksa! za ogień! idziemy w bój! Do góry Feniksie!
Walki trwały większość wieczora. Odchodziliśmy przygnębieni ale dumni. Od tamtej chwili istniejemy jako BRACTWO ZAKONU FENIKSA. Nasz początek był w Zakonie, lecz zostaliśmy zdradzeni. Nasza walka o dobro została zaprzepaszczona, Zakon stracił swą regułę. Prawi odeszli, zostali tylko zdrajcy. Z Zakonem mamy wspólny początek, ale teraz prowadzimy swoją walkę. Tak doszło do rozłamu w naszych szeregach. Nie przestaniemy walczyć, nie porzucimy nadziei. Vis Arcana- Tajemna Siła- świat naszych marzeń zostanie oczyszczony ze zła. Zawsze powstaniemy jak FENIKS Z POPIOŁÓW.